Szanowni Państwo. Z wielką przyjemnością informujemy, że spektaklem gościnnym na Melpomenie 2015 będzie

"Wklęsły"

w reżyserii Ewy Obrębowskiej-Piaseckiej. 

11215838 1004205812951052 7637376441978495249 n

 

 

Dotąd bywałam widzem i recenzentem. Czasem marzyło mi się, żeby wejść w świat spektaklu i pobyć w nim z aktorami naprawdę. Może nawet zostać tam na zawsze. Przyjaciele mówią (z nutą ironii), że bardziej wierzę w teatr niż w życie.
Ten spektakl śni mi się od wielu miesięcy. Jako próba powrotu do czasu, który minął. Jako hołd dla "Wypukłego" Teatru Wierzbak, który ukonstytuował mojej myślenie o sztuce znacznie wyraźniej niż cokolwiek innego. Jako ukłon dla aktorów, których kocham od lat: Grażyny Wydrowskiej i Janusza Stolarskiego. Jako spełnienie marzenia Patryka Krause, który wierzy w teatr znacznie mocniej niż ja.
 
 
w roli reżysera: Ewa Obrębowska-Piasecka
w roli aktorów: Grażyna Wydrowska, Patryk Krause, Janusz Stolarski
w roli światła: Renata Stolarska
w roli muzyki: Magdalena Mateja
Produkcja: Centrum Rezydencji Teatralnej SCENA ROBOCZA
 
      12107285 996190627085904 5854482191455978873 n         12141664 996189963752637 7154704444880883332 n                   12063703 996190367085930 8656388643912799465 n         
fot. Maciej Zakrzewski/ źródło: fb/Scenarobocza
 
Rozmowa z Ewą Obrębowską-Piasecką:
 

Od trzydziestu lat siedzisz na widowni, recenzujesz spektakle, napisałaś nawet książkę o teatrze. Po co ci "Wklęsły"?

Nie tyle "po co", ile "po jaką cholerę". (śmiech) To nawiązanie do mojego ukochanego zdania Konstantego Puzyny: "Po jaką cholerę pisać o teatrze, jeśli nie po to, by pisać o życiu". Ono towarzyszyło mi przez wszystkie recenzenckie lata i dziś też jest ze mną: "Po jaką cholerę zajmować się teatrem, jeśli nie po to, by zajmować się życiem". A życie tak się właśnie poukładało, że nie piszę, ale reżyseruję.

Reżyserujesz, żeby mówić o życiu?

Reżyseruję nie po to, żeby mówić o życiu, ale po to, żeby żyć. Moi przyjaciele żartują sobie, że bardziej wierzę w teatr niż w życie. Coś w tym jest. Wojtek Wiński z teatru Usta Usta ładnie porównał kiedyś spektakl do takiego punktu, w którym fikcja spotyka się z rzeczywistością - całkiem realnie się spotyka. Wierzę w ten punkt i w jego specjalnie znaczenie. Wierzę w to, że nas odmienia, wprowadza w inny wymiar.

Co to znaczy "wierzyć w teatr"?

To tyle, co wierzyć w doskonalszy, pełniejszy, mądrzejszy, lepszy świat i ludzi. Wiedzieć, że to utopia, że się nie stanie, nie ziści, nie spełni, a jednak wierzyć. Wiara wyznacza kierunek.

W przedpremierowych zapowiedziach powołujesz się na "Wypukłego" Teatru Wierzbak. O czym był tamten spektakl?

O tym, co nas - ludzi - różni. To było genialne przedstawienie. Grało w nim dwóch mężczyzn i kobieta. Za pomocą kilku wiklinowych koszy w ciągu niespełna godziny udało im się nie tyle opowiedzieć, nie tyle odegrać, ile raczej rozegrać traktat o inności.

"Wklęsły" - jako przeciwieństwo "Wypukłego" - będzie o podobieństwach?

Tak. Chciałabym, żeby był o tym, co jest nam wspólne mimo wszystkich różnic: płciowych, pokoleniowych, światopoglądowych... "Wypukły" zrobił na mnie ogromne wrażenie. Kulturoznawcy powiedzieliby, że to był "przełom metodologiczny". Nauczyłam się dzięki temu spektaklowi nowego języka. We "Wklęsłym" staramy się tym językiem rozmawiać z widzami.

"Tym", czyli jakim?

To język teatru, na którym się wychowałam i który pokochałam: teatru bez dramatu, bez linearnej, fabularnej opowieści. Puzyna nazywał to "pisaniem na scenie". Mam wrażenie, że dziś jest to język zapomniany. Widzowie go nie rozumieją, a mnie się marzy, żeby władali nim biegle. "Wklęsły" jest w jakimś sensie przyspieszonym kursem tego języka.

Powiedziałaś, że "Wklęsły" będzie o tym, co wspólne. A co jest wspólne?

Gdyby dało się to ponazywać w kilku punktach, nie robilibyśmy spektaklu. Szukaliśmy tego podczas prób, rozmawiając, będąc razem, improwizując... Coś znaleźliśmy. Tyle mogę powiedzieć dziś.

Skąd w ogóle pomysł, żeby "Wklęsłego" robić?

"Wklęsły" powstaje dzięki spotkaniu z Patrykiem - fantastycznym młodym człowiekiem, którego poznałam podczas zeszłorocznych warsztatów teatralnych w Pobiedziskach organizowanych przez tamtejsze Stowarzyszenie na Rzecz Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej. Takiego teatralnego wariata nie spotkałam nigdy wcześniej. Wymyśliło mi się, że mógłby zagrać z "prawdziwymi" aktorami, a Grażyna Wydrowska i Janusz Stolarski zgodzili się na takie wyzwanie.

Czy było coś, co Patryk powiedział ci o teatrze, a czego nie wiedziałaś wcześniej?

Uczestnicy warsztatów wymyślali sobie "ksywki". Patryk powiedział: "aktor". A potem dodał "aktor bezsenny". Dla niego teatr to nie zawód, nie hobby, nie pasja. To sposób na życie i jedyna - być może - szansa, żeby komunikować się ze światem w pełni. Jego wiara w teatr jest znacznie silniejsza niż moja.

A jest w waszym gronie jakiś teatralny ateista?

Obawiam się, że nie. Może Magda Mateja, która przyszło do nas w roli muzyki spoza teatru, z zewnątrz, z racjonalną głową... Ale ona chyba też już wsiąkła.

Grażynę Wydrowską i Janusza Stolarskiego znasz od dawna. Nie przeszkadzało ci to w reżyserowaniu?

Wyłącznie pomagało. Mieliśmy mało czasu na próby. Zaczęliśmy od razu bardzo intensywną pracę, w której najbardziej procentowało to, że wiele lat przegadaliśmy już o teatrze i życiu, pobyliśmy ze sobą, polubiliśmy się, poznaliśmy, wiedzieliśmy, czego się po kim można spodziewać, ufaliśmy sobie. I tak wciąż nas coś zaskakiwało, ale myślę, że byliśmy w tej pracy partnerami. Wszyscy startowaliśmy z pozycji: nie wiem...

A doszliście do pozycji: "wiem", albo "wiemy"?

...a doszliśmy do tego, czym chcemy się podzielić z widzami. Wspólnie.

Czy duża jest różnica między recenzowaniem a reżyserowaniem?

Nadal jestem przede wszystkim widzem. Recenzent wchodzi w dialog z artystami i widzami. Reżyser robi to samo. Poza tym recenzowanie to składanie w całość tego, co się zobaczyło na scenie. Nazywanie tego. Interpretowanie. Ocenianie. Reżyserowanie jest w zasadzie tym samym. Tyle, że przed premierą.

Rozmawiała Natalia Grudzień

źródło: http://kultura.poznan.pl/mim/kultura/news/rozmowy